wtorek, 30 czerwca 2015

wtorek, 9 czerwca 2015

Wielki haul K część 1.

Hej kochani, wiem dawno nas nie było ale wreszcie mam odrobinę czasu, żeby zająć sie sobą i pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałam było.... Oczywiście pójście na zakupy. Tez tak macie, że kiedy sie strasznie stresujecie, wszystko was denerwuje i kiedy już ten cały stres z was zejdzie to chcecie zrobić coś dla siebie? Pewnie tak :) Dlatego taki właśnie dzień zrobiłam sobie wczoraj i pomyślałam, że podzielę się z wami rzeczami które kupiłam :) Mój wielki Haul podzieliłam na dwie części
1. kosmetyczno-pielęgnacyjna( plus trzy akcesoria)
2. zapachowa ( w tym jeden żel do kąpieli) ale to już niedługo dowiecie sie, czemu go umiesćiłam w tej kategorii :)

No to jedziemy! :)

 Dużo słyszałam dobrego o kosmetykach tołpy, wiec uznałam, że czemu nie spróbuje czegoś. A potrzebowałam, czegoś na moje koszmarne zaczerwienienia na twarzy. Wiec wydaje sie, że tołpa spełniła moje marzenie o lekkim i zielonym kremie na dzień który bym mogła używać pod podkład. I jak na razie jestem z niego bardzo zadowolona, chociaż użyłam go tylko 2 razy. Ale przyznaje, nie jest on tak drogi kosztował niecałe 20 zł w Rossmanie, a jego pojemność to 50 ml, wiec nie jest aż tak źle, szczególnie, że nie potrzeba nakładać grubych warstw tego kremu ;)
 Alterra odżywka granat i aloes do włosów słabych i zniszczonych. Niektórzy by sie spytali, czemu wersja mini? Powiem wam szczerze, że ten kto wymyślił szampony, odżywki ogólnie kosmetyki w wersji mini powinien dostać Nobla. Bo przecież, często kupujemy kosmetyki w ciemno szczególnie te do włosów. Może on mieć piękny skład a ty po użyciu włosy są jak siano. Tak, też to przechodziłam. Dlatego to jest genialny pomysł. Kupujesz produkt, masz na kilka użyć, możesz sobie wyrobić zdanie na jego temat a nawet jeśli Ci sie nie spodoba to możesz wyrzucić to tylko koło 2 zł wiec nie jest żal.  Ale wracając do produktu. Użyłam go raz i jak na razie jestem zadowolona, moje włosy chyba go polubiły ale nie będę zapeszać jeszcze :)  Jedyna rzecz jaką wam mogę teraz powiedzieć, to pachnie niesamowicie! :)
 No i przechodzimy do 3 "pomocników". Pierwsze dwa to temperówka z essence i jak to ludzie nazywają czesadełko do brwi razem z grzebyczkiem do rzęs. Jeśli chodzi o temperówkę za 5 zł dwustronną z essence to jestem zadowolona, uratowała mi kredkę do ust, kiedy ją zatemperowałam nieodpowiednią temperówką i przez to nie mogłam jej używać teraz jest idealnie:) A teraz cud, pięknie zaostrzona, no czego chcieć wiecej! A czesadełko, jak to czesadełko, dobrze czesze :)
 Przechodzimy do najdroższego akcesorium jakie kupiłam, to nowa paleta magnetyczna Inglota( 35zł). I powiem wam, chyba modlitwy nasze zostały wysłuchane bo wreszcie Inglot zrobił paletę, która ma zalety poprzednich i Panie i Panowie, NIE MA PRZEGRÓDEK!! Wiec wszystkie Twoje cienie, pudry które są w zapasach możesz tam schować nie bojąc sie o to, czy sie zmieści w przegródce, możesz wszystkie cienie układać jak chcesz i jak widać na zdjęciach wygląda to całkiem nieźle !!
 Ja w swojej obecnie trzymam całą kolekcje cieni z kobo, które są moją wielką miłością i jakbym mogła to bym wykupiła dosłownie wszystkie!
 Ale też uznałam, że nowa paleta potrzebuje jednego nowego cienia. I kupiłam takiego łobuza. I ten mały łobuz nazywa sie 107  z serii Inglota rainbow i jest super jak na pierwsze 2 dni noszenia :) Bo tak jak go kupiłam to zrobiłam sobie nim makijaż, prawie cały brakuje mi do niego czwartego prostokąta z bardzo jasnym odcieniem ;) Ale nie można mieć wszystkiego.
 No ale znowu powróciliśmy do kosmetyków kolorowych i teraz cudny róż do policzków Powder Blush z W7 w kolorze Nude.
Też macie tak, że jak widzicie jakaś nowość to czujecie  potrzebę, żeby to kopić? Ja tak często mam! :D Dlatego wylądowałam z kupnem różu z W7. Który nie jest do końca różowy, jest bardziej pomarańczowy. Ale wygląda cudownie na policzkach.  Chociaż w opakowaniu wygląda bardziej różowo.
 Ale więcej co myślę o nim  będzie w recenzji.
No i ostatnie moje maleństwo w tej części to eyeliner w pisaku z Essence, mam już dużo eyelinerów ale potrzebowałam takiego którym moge wykonywać bardzo precyzyjną kreskę, chociaż wiem, że do tego też sie sprawdza dobry pędzelek  ale uznałam, że spróbuje innego rodzaju produktu niż, te żelowe.


Podobały wam sie rzeczy? Może, o którymś myśleliście ale nie jesteście pewni czy kupić?
I którego z produktów recenzję, chcielibyście przeczytać?

Buziaki, K.

sobota, 4 kwietnia 2015

Kobo hightlither i matt bronzing & contouring powder


 Hej kochani! Przyszłam do was dziś z dwoma,  dość nowymi produktami w mojej kosmetyczce, które skradły moje serce. Z resztą sama firma Kobo od jakiegoś czasu cały czas mnie zaskakuje swoją jakością. I muszę przyznać moja kolekcja ich kosmetyków  powiększa się za każdym razem jak jestem w Naturze.

Bez zbędnego gadania, przechodzimy do produktów. Jako pierwszy omówię rozświetlasz

Producent o produkcie :

Puder zapewnia rozświetloną i pełną blasku cerę.
Delikatnie połyskuje tworząc świetlisty, subtelny efekt na twarzy, szyi i dekolcie.  
Formuła zawierająca olej marula odżywia skórę i sprawia, że staje się delikatna.
Trwały i bardzo wydajny.
WAGA 10 g.


  Jest dostępny w dwóch kolorach: 
- 309 GOLDEN LIGHT
-310 MOONLIGHT
 Źródło: http://www.koboprofessional.pl

Moja recenzja bedzie dotyczyć  koloru 310 MOONLIGHT

Jeśli chodzi o moonlight to muszę przyznać, że byłam zaskoczona tym produktem, daje piękną tafle, pięknie się błyszczy, daje subtelny efekt. Jest trwały efekt się utrzymuje kilka godzin. I co najważniejsze przynajmniej dla mnie nie ma drobinek które albo się kocha w tego typu produktach lub nienawidzi, dla mnie one są dopuszczalne ale tylko na wieczór, a nie do makijażu codziennego wiec Kobo na wielki + ! I przyznaje dość długo szukałam hightlithera który będzie kosztować milionów jak Mary-Lou, będzie dobrej jakości i będzie spełniał moje oczekiwania.  I kobo spełnia moje oczekiwania, długo sie utrzymuje daje piękny efekt. Nic tylko nosić!

Teraz przyjedzmy do bronzera.  

Producent o produkcie mówi:

Matowy, brązujący puder w kamieniu nadaje skórze odcień naturalnej, zdrowej opalenizny.
Idealny do kreowania „cienia” na twarzy.
Polecany do konturowania, modelowania twarzy i ciała.
Dostępny 2 odcienie. 
WAGA 10 g.

 Źródło: http://www.koboprofessional.pl

Również jest dostępny w dwóch odcieniach :
-308 SAHARA SAND
-311 NUBIAN DESERT

Posiadam  odcień 308 SAHARA SAND. 

Wielkim plusem tego produktu jest to, że nie ma odcienia pomarańczowego jak niektóre bronzery posiadają a ten jest brązowy z delikatną nutą szarości co imituje cienie jakie padają na naszą twarz dlatego sie nadaje do konturowania twarzy.  Ale uwaga można go przedobrzyć ale nałożenie transparentnego pudru powinno go rozjaśnić. Ja w takim wypadku używam pudru z Paese. Wiec to nie jest problem. 


Obra produkty świetnie sie rozprowadzają, są szybkie w użytkowaniu, nie posiadają drobinek i utrzymują sie cały dzień.  Wiec jak dla mnie Kobo jak najbardziej na + i to wielki!  Jeśli chodzi o cenę to oba kosztują koło 20 zł. Wiec przyznajmy, że to nie jest dużo za produkty które się sprawdzają.


Pozdrawiam K.

piątek, 27 marca 2015

Catrice błyszczyk do ust Made to Stay

 Hej kochani! Przychodzę dziś do was z błyszczykiem/ lakierem do ust.  Jest nim Catrice Made to Stay 050 Megan Fuchsia. 

Zanim przejdę do mojej recenzji tego produktu chciałabym wam najpierw coś o nim powiedzieć.

Na stronie producenta możemy o nim przeczytać:


HYBRYDA WYSOKIEJ KLASY
 
Jeden produkt, trzy zalety: kolor pomadki, trwałość barwy ust i połysk błyszczyka. Sześć odcieni, w tym jeden nowy, to pełen wachlarz kolorów. Aplikator jest bardzo miękki i pozwala na szybki i łatwy makijaż ust. Efekt: unikalny cudowny kolor aż do 8 godzin. Nie wysycha.
Źródło: http://www.catrice.eu/pl

 Mam swoją 50tkę już dość długo.  I muszę przyznać, że ten błyszczyk jest nie do zdarcia. Kolor utrzymuje sie bardzo długo wręcz cały dzień. Jedyną rzecz jaką traci w trakcie użytkowania jest jego- typowy dla błyszczyków- blask, co można bardzo szybko poprawić.  Wiec pierwsze trzy obietnice producent spełnia jeśli chodzi o ten konkretny produkt.

Megan Fuchsia ma przepiękny intensywny kolor fuksji, jak sama nazwa wskazuje. Nie wysusza, pięknie się błyszczy. Pędzelek jest bardzo przyjemny, miękki i w mojej opinii dość precyzyjny. Można nim bardzo łatwo obrysować usta i wypełnić.

Jak dla mnie Catrice trafiło w 10 z tym produktem pięknie sie utrzymuje i co najważniejsze bardzo długo, jedynie jej blask schodzi z ust ale to jest normalne dla większości błyszczyków.
Chociaż mi zbytnio na tym błysku nie zależy tylko na trwałości koloru. Co właśnie ten produkt mi daje.
Jedyna rzecz do której mogłabym się przyczepić to mała gama kolorystyczna. 6 odcieni to odrobinę za mało.

Wiec reasumując, Catrice Made to Stay, jest świetnym i bardzo udanym produktem, jeśli chodzi o ten kolor który posiadam.  Świetnie utrzymuje sie na ustach, pięknie się błyszczy i jest bardzo trwały. Moim zdaniem nadaje sie i na co dzień i na większe wyjścia, szczególnie przez jego trwałość. Jak dla mnie jest to naprawdę fenomenalny produkt.

A wy, miałyście już do czynienia z tą serią?


Pozdrawiam, K


sobota, 31 stycznia 2015

Szampon Gliss Kur Ultimate Repair

Czasami myślisz, że zmiana szamponu wyjdzie Ci na dobre. Włosy poznają coś nowego, może lepszego niż poprzedni specyfik, będą przez to ładniejsze i zdrowsze.
Niestety- w tym przypadku zmiana szamponu okazała się kompletną klapą.
Mam włosy z tendencją do przetłuszczania się, przez paskudną przypadłość zapalenia gruczołów...która jest nieuleczalna. W takim przypadku- powinnam odrzucić wszelkie szampony, które są nawilżające, a na skórę głowy stosować takie, które by mi trochę skórę wysuszały. Ja jednak namiętnie kupuję produkty nawilżające żeby uniknąć efektu siana. Logiki tutaj brakuje :D Ponieważ takie szampony powodują, że włosy przetłuszczają się jeszcze szybciej. Tak było w przypadku Gliss Kur gdzie już w połowie dnia włosy zaczęły wyglądać nieświeżo.
Jest jednak pewna różnica między owym szamponem, a innymi które do tej pory stosowałam i również były one nawilżające. Po poprzednikach nie zauważyłam, żeby niekorzystnie wpływały na nieświeży wygląd, niektóre wręcz powodowały, że włosy miałam całkiem czyste po całej nocy.
Takie obserwacje zmusiły mnie do tego, żeby wydać niekorzystną opinię Gliss Kur- oczywiście opinię subiektywną. Na moje włosy podziałał tak, a nie inaczej i stwierdziłam, że warto się tym z Wami podzielić.


Obecnie zakupiłam ponownie moją ukochaną odżywkę WAX. Mam nadzieję, że wzrost włosów ruszy z kopyta (w 1,5 miesiąca urosły tylko 2 cm...)
W grudniu K. skróciła mnie o 10 cm :D ból był wielki ale postanowiłam wyrównać włosy, które niegdyś były namiętnie cieniowane przez fryzjerkę. Trzymajcie kciuki żeby to jak najszybciej odzyskać ;)

M.

wtorek, 6 stycznia 2015

Moja pielęgnacja włosów- by M.



Hej! Witam Was wszystkich w Nowym Roku. Mam nadzieję, że okres świąteczny był dla Was dobrym momentem aby chwilę odpocząć i pobyć z rodziną.

Dzisiaj chciałabym pokazać kosmetyki, które w ostatnim czasie dbały o moje włosy.
Szampon Isana, odżywka Nivea, ziołowy eliksir z Green Pharmacy oraz odżywka bez spłukiwania  na końcówki Dove.



Własnego zdjęcia szamponu niestety nie mam, zanim wpadłam na pomysł tego postu- wyrzuciłam opakowanie…
Isana już kiedyś gościła u mnie na półce w postaci odżywki. Byłam z niej zadowolona więc tym razem dałam szansę szamponowi.

Ten jest do włosów zniszczonych i suchych. Szampon ma dosyć rozwodnioną (?) konsystencję i według mnie jest mało wydajny. Co prawda myję włosy codziennie ale inne szampony o takiej samej pojemności starczały na dłużej. Do tego nie podoba mi się jego zapach, jest dla mnie drażniący i nieprzyjemny.

Jeśli chodzi o jego funkcjonalność, tutaj jestem zadowolona. Włosy po nim są błyszczące, mięciutkie i potrafią okiełznać najgorszą przypadłość jaka dotyka włosy zimą- ELEKTRYZOWANIE! (nienawidzę tego!).Teraz już się skończył i postanowiłam zakupić coś zupełnie innego na wypróbowanie ale w przyszłości chętnie do niego wrócę i jakoś przeżyję dziwny zapach.


Odżywka do włosów Nivea Intense Repair. No właśnie- wszystko mam do włosów suchych i zniszczonych :D
Jestem z niej bardzo niezadowolona. Do tego stopnia, że kupiłam inną odżywkę i na jakiś czas Nivea poszła w odstawkę…postanowiłam ją jednak skończyć bo i tak już ciosają mi kołki na głowie, że wydaję połowę pensji na włosowe kosmetyki.
Odżywka jest gęsta i bardzo ładnie pachnie. Szkoda tylko, że po niej moich włosów nie da się rozczesać bo elektryzują się na potęgę. Po niej muszę nakładać coś jeszcze żeby nie wyglądać jak zmokła kura ;)
Dobrze, że już się kończy, na jej miejsce wskoczy coś zupełnie innego. Nie wrócę do niej w przyszłości…niestety.




Eliksir ziołowy Green Pharmacy. Stosuję go wieczorem, głównie psikając skórę głowy, a następnie rozprowadzam go na całej długości włosów. Ma intensywny ziołowy zapach. Spektakularnych efektów póki co nie widzę ale mam nadzieję, że mimo wszystko w jakiś sposób pomaga. Używam go od niedawna więc postanowiłam korzystać z niego regularnie przez kilka miesięcy i dopiero ocenię czy przynosi efekty.









Odżywka bez spłukiwania Dove. Stosuję ją również wieczorem, nakładając od połowy długości włosów, z naciskiem na końcówki. Ma fajną konsystencję i bardzo ładnie pachnie.
Zauważyłam, że włosy po niej są miękkie, gładkie i niweluje elektryzujące szkody odżywki Nivea.  Bardzo ją lubię i z chęcią będę jej używała na dłuższą metę.


A teraz trochę postanowień noworocznych związanych z pielęgnacją włosów. Ostatnio chodzi mi po głowie powrót do naturalnego koloru włosów. Problem jest taki, że ja nie znoszę odrostów, nawet milimetrowe potrafią mnie drażnić i od razu odczuwam chęć kupienia farby. Od ostatniego farbowania minął miesiąc, najdłużej jestem w stanie wytrzymać 2 miesiące.

Farbowanie kolorem zbliżonym do mojego naturalnego nie pomaga, zawsze wychodzi rudy i tak czy siak...wygląda to niekorzystnie, a różnica z odrostami znowu jest widoczna.
Do fryzjera na ściąganie koloru nie pójdę bo jeszcze została mi resztka rozumu ;) i nie dam ich zmaltretować. Może macie jakieś pomysły albo triki, które ułatwiają życie osobie powracającej do naturalnego koloru włosów??

Pozdrawiam M.

piątek, 26 grudnia 2014

Paloma footSPA



Hej kochani!



Piękną zimę mamy za oknem, wiec warto póki mamy odrobinę czasu wolnego zadbać o siebie a szczególnie o swoje stopy, które często zaniedbujemy.  Poza zwykłym pedicurem i kremowaniem. A to przecież nie wszystko.  Dlatego pokaże wam kosmetyk, który zrewolucjonizował moją pielęgnacje stóp, bo powiedzmy sobie szczerze dbanie o stopy jest niezwykle ważne.

 Jest nim Paloma footSpa

Powiem wam całkowicie szczerze, strasznie mi się spodobało opakowanie, w swojej prostocie jest świetne, od razu wiadomo o co chodzi i do czego jest, nie trzeba sie domyślać ani dłużej wczytywać. Jego kolor też rzuca się od razy w oczy.

Producent pisze: 

Cukrowy peeling do stóp o orzeźwiającym zapachu, dzięki zawartości kryształków cukru szybko i skutecznie usuwa suchy i zrogowaciały naskórek, niwelując wszelkie zgrubienia. Idealnie wygładza oraz zmiękcza skórę stóp, wspomagając jej odnowę i regenerację. Olejki winogronowy i migdałowy, witaminy A i E -intensywnie nawilżają, odżywiają i natłuszczają naskórek. Zabieg zapewnia świeżość, odprężenie i uczucie `lekkich stóp`. Pozostawia stopy niezwykle miękkie i aksamitnie gładkie. 


Jak dla mnie jest to całkiem niezły produkt, po nim moje stopy odżywały. Używałam go w czasie lata i muszę przyznać, że poradził sobie z nimi.

Jest to produkt  przeznaczony dla osób które lubią mocny peeling, ponieważ, znajdują się w nim dość grube drobinki cukru.
Co widać na obrazku obok :)

Moim zdaniem jest to świetny produkt, o świeżym zapachu, wygładza stopy i przy tym jest nie drogi. W Hebe kosztuje koło 8 zł. 
Jednym minusem może być to, że ciężko go zdobyć. Czasem poza Hebe można go spotkać w naturze, chyba raz się na niego tam natknęłam. 

Tak jak o nim samym mówi producent, czuje że moje stopu są świeże, odprężone, miękkie i gładkie. Co jest dla mnie bardzo ważne jeśli chodzi o odczucia po peelingach.

Wiec jeśli szukacie czegoś do stóp, to mogę go wam polecić bo dla mnie jest cudowny! :)


Buziaki K.